Prosto, czytelnie, praktycznie i na temat – o prawie dla startupów

Jakiś czas temu na jednej z licznych ostatnio konferencji poświęconych polskim start-upom odbyła się ciekawa dyskusja o tym, że polskim start-upom nie brakuje dobrych pomysłów ale mentorskiego wsparcia z prawdziwego zdarzenia (szczególnie ze strony inwestujących w nie funduszy, po których wzorem zachodnim takiego właśnie wsparcia należałoby oczekiwać). Dlatego też, wsłuchując się na różnych eventach i startupowych weekendach w pytania i problemy prawne, z którymi przychodzą do mnie młodzi przedsiębiorcy, postanowiłam zacząć pisać tego bloga.

Ma być o prawie, ale prosto, czytelnie, praktycznie i na temat. Moim celem jest pomoc w przejściu bez większych zadrapań przez gąszcz przepisów (szczególnie dotyczących tak nieodkrytej jeszcze ciągle przez polskie prawo tajemniczej przestrzeni, jaką jest internet i nowe technologie). Większość startupów jest bowiem tak skoncentrowana na rozwijaniu swojego pomysłu i szukaniu na to pieniędzy, że zapomina o najważniejszym, czyli zabezpieczeniu swoich interesów. Chcę przybliżyć, jakie aspekty prawne należy brać pod uwagę przy zakładaniu własnej firmy i wyborze optymalnej formy prowadzenia działalności, a także jak chronić swój pomysł i prawa własności intelektualnej, które często są jedynym aktywem nowo powstałego przedsiębiorstwa.

Na konkretnych przykładach postaram się pokazać jak podmiot poszukujący finansowania powinien przygotować się do procesu inwestycyjnego, aby zagwarantować sobie sukces (i np. nie polec na badaniu prawnym przedsiębiorstwa, podczas którego inwestor wycofa się z uwagi na nieusuwalne błędy znalezione w dokumentacji). Moim celem jest przybliżenie miejsca i roli umowy inwestycyjnej w procesie, bo właśnie ta umowa reguluje zasady często wieloletniej współpracy pomiędzy spółką, wspólnikami, a inwestorem. A jak mówi stara prawda: umowy podpisujemy nie na czas pokoju, ale konfliktu. Dlatego tak istotne jest uniknięcie błędów, które mogłyby prowadzić do późniejszych problemów we współpracy.

Warto pamiętać jednak o tym, że błędów nie da się zupełnie wyeliminować. Sztuką jest umieć wyciągać z nich wnioski. Kilka miesięcy temu, w maju, miałam przyjemność wziąć udział w debiucie jednego z moich klientów na warszawskiej Giełdzie. Spółka dla mnie ważna, bo przeszłam z nią prawie cała drogę rozwoju - od małego biura tłumaczeń z Krakowa do szóstej dzisiaj największej firmy tłumaczeniowej na polskim rynku. Kiedy w 2011 roku prezes i współwłaściciel tej firmy przedstawił mi plan stworzenia holdingu tłumaczeniowego w ciągu czterech – pięciu lat, nie uwierzyłam. Ale rozpoczęliśmy pracę, wspieraliśmy spółkę prawnie najpierw w bieżącej działalności i organicznym rozwoju, a następnie w nowatorskim projekcie konsolidacji rozdrobionego rynku tłumaczeniowego w Polsce. Pomogliśmy przeprowadzić spółkę przez kolejne akwizycje (w ciągu niespełna czterech lat zostało przejętych sześć podmiotów i planowane są kolejne), inwestycje (emisje obligacji i akcji), aż do wprowadzenia na NewConnect. I właśnie podczas debiutu Krzysztof zacytował swojego biznesowego mentora Rafała Sonika, który powiedział kiedyś, że sukces jest efektem doświadczenia, a doświadczenie - efektem porażek. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Na pewno mój blog nie uchroni Was przed wszystkimi pułapkami czyhającymi w gąszczu przepisów. Postaram się więc pokazać, jak z tych wszytskich wpadek, wychodzić mądrzejszymi.

PS. Jeżeli macie prawne pytania “z życia wzięte”, na które szukacie odpowiedzi, piszcie. Może powstanie z nich wpis, który pomoże innym (agata.kowalska@ck-legal.pl).
Trwa ładowanie komentarzy...